wtorek, 28 lipca 2015

OD Alexandra DO Jeffa


Biegłem ustaloną trasą, jaką zwykle wykonuje o świcie gdy wszyscy jeszcze śpią. Trasa obejmowała całe tereny, przeszkody, skały w spinania a nawet przepływanie wody. Biłem swoje rekordy codziennie, mimo ze to o sekunda czy tam dwie ale to zawsze lepiej. Biegłem miękko i szybko, miałem wyrównany oddech i czujne oczy. Już wiedziałem. Wiedziałem że ktoś biegnie za mną. Wziąłem głębszy wdech, gdy wiatr wiał mi w plecy niosąc zapach intruza. Był to Jeff, mój brat. Westchnąłem i zatrzymałem się. Nie wiem czemu on za mną biegał, ale muszę to sprawdzić. Czyli dziś nie pobije kolejnego rekordu czasu. Spojrzałem w stronę biegnącego Jeffa który po chwili zatrzymał się przy mnie.
-Czego chcesz?-zapytałem patrząc mu w oczy.
-A czego może chcieć brat od brata?-zapytał Jeff.
-Zaraz ci skopie tyłek to zobaczysz co robi brat z bratem-warknąłem nie w humorze.
-Ty? Mi skopiesz tyłek?-powiedział z niedowierzaniem brat- Chyba ja tobie.
Pchnąłem go.
-Naprawdę tego chcesz?-zapytałem patrząc na niego z lekko przekrzywioną głową, spokojniej, odpowiednio stając czyli przenosząc ciężar na lewą nogę, gotów do walki.

<Jeff :D tak ostro poleciało ale co tam :D >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz